Organizacja Dni Nysy ponownie stała się przedmiotem publicznej dyskusji. W ubiegłym roku koszt imprezy przekroczył 800 tys. zł i – jak wskazują lokalne materiały – realizacja odbyła się „z wolnej ręki”. Wcześniej, kilka lat temu( do 2019), trzydniowe święto miasta miało kosztować ok. 250 tys. zł brutto i przyciągać nawet kilkanaście tysięcy osób dziennie. Dziś wydarzenie jest krótsze, a plan zabezpieczenia zakłada maksymalnie ok. 2 tys. uczestników dziennie .
W tym roku gmina zdecydowała się na przetarg. To formalnie krok w stronę konkurencyjności. Kontrowersje budzą jednak warunki udziału. Od oferentów wymaga się wykazania realizacji w ciągu ostatnich trzech lat pięciu imprez masowych o wartości powyżej 500 tys. zł każda . Krytycy wskazują, że taki próg może znacząco ograniczyć liczbę potencjalnych wykonawców – zwłaszcza firm działających w mniejszych ośrodkach.
Podobne zastrzeżenia pojawiały się wcześniej przy organizacji jarmarku świątecznego, gdzie początkowo wymagano doświadczenia w realizacji kilkudziesięciu podobnych wydarzeń, a po interwencjach warunki złagodzono .
Dyskusję wywołał także wymóg ogólnopolskiej kampanii radiowej promującej Dni Nysy. Pojawia się pytanie o zasadność takiego elementu przy imprezie, która – z definicji – ma charakter lokalny.
W tle pozostaje kwestia kosztów. Przy założeniu ok. 2 tys. uczestników dziennie, przeliczeniowo koszt wydarzenia może sięgać ponad 200 zł na osobę . To wyliczenie stało się jednym z argumentów w debacie o gospodarności.
Na tym etapie nie ma rozstrzygnięcia, czy przetarg przyniesie realne obniżenie ceny. Oś sporu dotyczy jednak nie tylko kwoty, lecz konstrukcji warunków – czy zapewniają one rzeczywistą konkurencję, czy raczej ją zawężają. W przypadku wydarzenia finansowanego z budżetu miasta pytanie o proporcję między jakością a kosztem pozostaje kluczowe.

Napisz komentarz
Komentarze