Podczas jednej z ostatnich sesji doszło do charakterystycznego starcia między radnym Jankowiczem, wiceprzewodniczącym rady i filarem koalicji, a radnym opozycyjnym Sławomirem Siwym.
Spór dotyczył diet radnych. Sławomir Siwy od około dwóch lat przekazuje swoje diety na cele społeczne. Przy miesięcznej diecie radnego rzędu około 2 tysięcy złotych oznacza to kwotę, która przez dwa lata mogła sięgnąć kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nawet jeśli nie była to całość diet, lecz ich znaczna część, trudno nie uznać tego za gest wyjątkowy i godny odnotowania.
Tymczasem radny Jankowicz postanowił dopytywać, czy radny Siwy rzeczywiście przekazał wszystkie środki i czy może to udokumentować przelewami. Problem w tym, że sam radny Jankowicz znajduje się w szczególnej sytuacji. Według relacjonowanych informacji, jako wiceprzewodniczący rady pobiera wyższą dietę niż zwykły radny, a dodatkowo otrzymał pół etatu w nyskim szpitalu — po rekomendacji, która miała iść polityczną ścieżką: od burmistrza, przez starostę, do dyrektora szpitala.
Za to pół etatu radny ma otrzymywać około 5 tysięcy złotych miesięcznie. Jednocześnie z udostępnionych dokumentów nie wynika jasno, jaki dokładnie jest zakres jego obowiązków i czym konkretnie zajmuje się w szpitalu.
Dlatego cała sytuacja stawia proste pytanie: czy osoba korzystająca z politycznego zaplecza, dodatkowych funkcji i publicznych pieniędzy powinna pouczać radnego, który swoje diety przeznacza na cele społeczne?

Napisz komentarz
Komentarze