Czterech młodych "demokratów" bije w bęben. - czy naprawdę jest o czym pisać

  • 20.07.2021, 16:49 (aktualizacja 21.07.2021, 20:08)
  • redakcja RTO
Czterech młodych "demokratów" bije w bęben. - czy naprawdę jest o czym…
Czwórka młodych ludzi z PO wykonała kolorowanki (kolaż) z pasków z TVP i stanęła przed siedzibą regionalnej TVP3.

 

 

Nie zgadzają się

- Nie zgadzamy się z tym - mówi Tobiasz Gajda, przewodniczący Młodych Demokratów. - Mamy ze sobą zbiór pasków, które pochodzą z "Wiadomości" TVP oraz z TVP INFO, które naszym zdaniem szczują na Donalda Tuska po jego powrocie do polskiej polityki. Uważamy, że jest to mowa nienawiści, a także nagabywanie Polaków przeciwko Polakom.


- Apeluję o opamiętanie się. Chciałabym przypomnieć, że tego typu działania doprowadziły do śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w Gdańsku czy ostatnio do ataku w Nowym Targu na przewodniczącego Borysa Budkę - dodaje Natalia Okos z Młodych Demokratów.

Na briefing Młodzi Demokraci przynieśli ze sobą statuetkę "nagrodę Kim Dzong Una" za dokonania propagandowe TVP, którą poprzez regionalny oddział chcieli przekazać prezesowi Jackowi Kurskiemu. 

Tu powinna zapalić się czerwona lampka, bo czy porównywanie polityki w Polsce do sytuacji w Korei Północnej to szkolny żart, czy oni tak na poważnie?

 

Zapomnieli o najważniejszym

Skoro Polska to Korea Północna, to "Młodzi demokraci" zapomnieli oskarżyć przeciwników o wielki głód, spowodowanie epidemii COVID-19 i zbrodnie Mao. To oczywiście żart, ale żart godny poetyki o jaką zahaczyli młodzi demokraci. Owszem nagłówki TVP są wartościujące, ale w niczym nie ustępują im nagłówki mediów z drugiej strony barykady. Jeśli ktoś w tym momencie chce powiedzieć, że nie ma drugiej strony barykady, to oznacza, że poziom hipokryzji osiągnął nieskończoność.

Jeśli jednak zgodzimy się, że istnieje druga strona barykady to trudno się nie zgodzić, że w mediach mamy swoistą równowagę, jedni patrzą wyłącznie w lewo, drudzy w prawo. Chyba nie ma o czym specjalnie pisać. Przyklejanie etykietki "mowa nienawiści" to także mocno zużyty frazes.

Cytaty:
1. tytuł  - Złoty chłopiec Tuska i ogromna korupcja - chodzi o ministra Nowaka. Fakty są takie, że Nowak był protegowanym Tuska i robił błyskawiczną karierę w PO. Nazywanie go złotym chłopcem, nie jest zniewagą tylko sztampowym dziennikarskim zwrotem. Ogromna korupcja jest niestety faktem potwierdzonym m.in przez stronę ukraińską. Czy ktoś to podważa? No tak, zgodnie z doktryną Sławomira Neumanna, dopóki ktoś jest w PO trzeba go bronić jak niepodległości.

2. Kolejne tytuły także chyba nie zasługują na rangę mowy nienawiści -  Powrót Tuska zapowiedź totalnej wojny - lub  - Powrót Tuska powrót agresji w polityce -  to działacze opozycji mówili o sobie totalna opozycja, czy to znaczy, że poniżali sami siebie? Marta Lempart i działacze KOD nie przebierali w słowach, czy to znaczy, że istnieje dobra i zła agresja? Kto pamięta profesorów wrzeszczących przez mikrofon - je**ać i wypier**lać - czy to była ta postępowa, pozytywna agresja w odróżnieniu od agresji niedobrej. Takie plusy dodatnie i plusy ujemne?

3. Powrót Tuska ucieszył Niemców  - fakt, że powrót do Polski szefa opozycyjnej partii stał się ważnym tematem w niemieckich mediach jest nietuzinkowy. Niemiecka prasa nie zajmuje się tak błahymi tematami, w sensie problemami wewnętrznymi partii opozycyjnych w innych krajach. Skoro się zajęła, to chyba jest dla nich to ważne i pozytywne, bo któż promował Tuska na stanowiska w Unii jak nie Niemcy. Któż dawał mu Niemiecki ordery, jak nie Niemcy. Powiedzenie, że to ich człowiek, w sensie polityk akceptowany przez Niemców, w przeciwieństwie do jego przeciwników nieakceptowanych, nie ma żadnej przesady.  

 

Dlaczego taki spór

Spór polityczny pomiędzy "postępowcami", czyli tymi, którzy chcą słuchać poleceń z zewnątrz (dziś z Unii wczoraj z Moskwy) i "patriotami" nazywanymi pogardliwie "Prawdziwymi Polakami", a w domyśle, jeśli określenie to pada z ust "postępowców" faszystami, czyli tymi, którzy chcieliby sami podejmować decyzje, ma w naszym kraju długa tradycję. Problem z jakim mamy do czynienia w Polsce nie jest nawet typowo polski. To problem charakterystyczny dla krajów postkolonialnych. Czyli takich, gdzie stare elity powołane do życia przez kolonizatora walczą z nowymi tworzonymi oddolnie. 

 

Stare i nowe elity

Te "stare", czyli zasiedziałe, zostały wyniesione na wyżyny społeczne, nie dzięki swoim dokonaniom i pracowitości, jak w "normalnych" demokracjach, np. Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii itp., lecz dzięki swoim zdolnościom kolaboracyjnym. Bo wiadomo, że każdy kolonizator w kolonizowanym kraju musi zorganizować posłuszną sobie administrację. Tworzy ją z krajowców (tubylców), którzy znają miejscowe zwyczaje i mogą być przy użyciu odpowiednich narzędzi (armia, media itp.), zaakceptowani. 

Ta administracja ma określone cele: kontrolować, trzymać w ryzach i realizować interesy kolonizatora.

To naturalne, że tak spreparowana elita państwa skolonizowanego (PRL i wcześniej), miała na celu kontrolę i służbę centrali, a nie rozwój własnego państwa. Zaś państwo kontrolujące kolonię, miało na celu wysysanie jej zasobów. To odwieczne prawo historii. Jeśli ktoś uważa, że silne kraje będą odejmowały sobie od ust, by ich słabsi skolonizowani sąsiedzi nabrali sił i stali się dla nich konkurencją, jest po prostu, co tu dużo mówić niemądry, albo... wprowadza celowo kogoś w błąd.

Te "stare" elity mają szereg charakterystycznych cech tj.: służalstwo w miejsce niezależności, koniunkturalizm zamiast pracowitości, bierność tam gdzie potrzebna aktywność, itp.  Nowe elity nazwijmy je patriotycznymi mają natomiast swoje wady i to liczne. I nie myślmy tu wyłącznie o Polsce, tak jest w każdym kraju postkolonialnym.

Nowym elitom brak obycia i doświadczenia, bo przez kilka pokoleń zostały zepchnięte to symbolicznych okopów. Ludzie ci nie piastowali urzędów, nie pełnili funkcji publicznych. Zamiast tego konserwowali się np. w bogoojczyźnianych medytacjach, utracili praktyczne umiejętności, które posiadali ich ojcowie i dziadowie.

 

Upłynie wiele wody

Niestety, żeby być skutecznym politykiem nie wystarczy być ideowcem. Trzeba być po części handlowcem, mediatorem, realistą, erudytą. Dobrze mieć znajomości na salonach. W polityce zagranicznej nie ma żadnych sentymentów. Kiedy partner mówi o demokracji, chodzi o politykę. Kiedy mówi o praworządności chodzi o pieniądze wielkich korporacji, tanią siłę roboczą i zahamowanie rozwoju konkurenta.

Na zachodzie nikomu nie jest potrzebna silna gospodarczo Europa środkowa, chodzi wyłącznie o montownie i rynki zbytu dla swojego przemysłu i zadowolenie własnych wyborców. Europa zachodnia z konsumującym własne bogactwo rozbudowanym socjalem potrzebuje zasobów, by się dokarmiać. My jesteśmy na podwieczorek.

 

PS. 

Nie rozumiem tylko dlaczego gazeta wojewódzka i publiczne radio, czyli NTO i Radio Opole rozpisują się o takich bzdurach, jak protest dwóch młodzieńców i dwóch młodych dam chodzących po mieście z wycinankami, nawet jeśli to wycinanki z TVP INFO.

 

MM

 

redakcja RTO

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe